Polacy coraz częściej jedzą „na mieście”

Czy zauważyliście, że w ciągu ostatnich kilku lat w waszej okolicy zdecydowanie zwiększyła się liczba lokali gastronomicznych różnego rodzaju? Pewnie tak. A czy wiecie co jest tego powodem? Na pewno nie żadne zmiany w przepisach, które ułatwiają prowadzenie takiego biznesu ani też misja przedsiębiorców obejmująca zdrowe żywienie społeczeństwa. To efekt podstawowego prawa ekonomicznego, które głosi, że popyt rodzi podaż. Czyli powodem jesteśmy my sami, bo zdecydowanie bardziej niż w latach wcześniejszych preferujemy jadanie „na mieście”.

Jadanie „na mieście” jest trendy

Wbrew narodowej tendencji do narzekania, trzeba obiektywnie zauważyć, że nasze społeczeństwo zaczyna się bogacić. Oczywiście nie wszyscy, ale jest spora grupa Polaków, która stara się tak prowadzić swoją ścieżkę zawodową, aby osiągać wyższe dochody i zapewnić sobie oraz swojej rodzinie dobrą stopę życiową. Nie chcą żyć za najniższą krajową, chcą natomiast mieć pieniądze na modne ubrania, gadżety, dobry samochód, a także wczasy, wycieczki i właśnie wizyty w knajpach.

Ale te szeroko pojęte knajpki muszą spełniać pewne wymogi. Jesteśmy skłonni bywać w takich lokalach przynajmniej kilka razy w miesiącu pod warunkiem, że menu będzie modne. Tak, tak, modne. Obecnie na przykład na topie są wszelkiego rodzaju burgerownie i stekownie, gdzie można zjeść np. argentyńską wołowinę sezonowaną za słone pieniądze lub burgera z tofu. Oprócz tego chętnie bywamy też w restauracjach, które żywią zdrowo. Nasza świadomość kulinarna wzrosła w ostatnich latach i dziś sporo wiemy o działaniu składników pokarmowych, dbamy o jak najmniejszy udział chemii syntetycznej w żywieniu, znamy też najnowsze trendy w żywieniu. To sprawia, że chętniej płacimy za podanie nam jedzenia, ale też jesteśmy bardziej wymagającymi klientami niż Kowalski sprzed lat, których zadowalał się średnimi daniami w podrzędnych barach. Obecny klient oczekuje wysokiej jakości i najwyższej świeżości produktów oraz wysublimowanego smaku całej potrawy.

Jadanie „na mieście” ma miejsce w różnych przypadkach. To oczywiście spotkania towarzyskie i biznesowe, ale także zwykłe codzienne posiłki. W knajpkach jadamy lunch podczas pracy, ale też zwyczajny obiad z rodziną. Wyższe dochody pozwalają nam także kupowanie gotowych kanapek w wersji na ciepło lub zimno, sałatek, zup ekologicznych i wszelkich inny potraw na wynos. Osoby, które dobrze zarabiają praktycznie nie przynoszą do pracy zwykłych kanapek z domu. Korzystają z oferty miejscowej knajpki. Wiele firm gastronomicznych wychodzi naprzeciw zapracowanym klientom i zamówione potrawy dostarcza do biur.

Jak często jadamy w knajpkach?

Obiegowa opinia głosi, że bycie trendy w zakresie żywienia oznacza przynajmniej 35 wizyt w knajpkach w ciągu roku i taka też jest średnia statystyczna. Coraz chętniej odchodzimy również od modelu codziennego gotowania obiadów w domu. Gotowanie oczywiście też jest trendy, bowiem nasza podwyższona świadomość kulinarna podpowiada, że najlepsza jest zdrowa kuchnia slow food, ale nie zawsze mamy na to czas. Zajmujemy się osiąganiem wyższych dochodów, więc coś za coś. Wynika z tego ciekawa tendencja. W latach ubiegłych jadanie „na mieście” było przypisane bardziej do męskiej części społeczeństwa. To głównie panowie gdzieś tam, pomiędzy obowiązkami zawodowymi, mieli okazję, żeby „szarpnąć coś na ząb” w knajpce. Teraz aż 54% kobiet deklaruje, że często jada w lokalach gastronomicznych, a zamiast tracić czas na gotowanie, zamawia często jedzenie z dostawą do domu. Tendencja do jadania „na mieście” jest też wyraźnie zależna od wieku. Z danych wynika, że modne knajpki najchętniej odwiedzają osoby pracujące w wieku 22-29 (aż 85% tej grupy).

Według zebranych danych obecnie większe są też rachunki płacone w lokalach i wręczane napiwki. Coraz częściej wybierając potrawę z menu, nie kierujemy się ceną, a smakiem i chęcią spróbowania czegoś nowego. Tak ponoć wybiera aż 46% klientów, a 61% jako kryterium wyboru i powrotu do lokalu wskazuje jedynie smak, a nie niskie ceny. Widać wyraźnie, że sfera dotycząca żywienia wyraźnie uległa zmianie i z modelu domowych obiadów mozolnie przygotowywanych w domu przechodzimy na styl bardziej zachodnioeuropejski. Częściej też zapraszamy przyjaciół do klimatycznych, wypróbowanych lokali niż do swoich domów, a jeśli nawet decydujemy się na domowe party to zwykle zamawiamy catering. Wzrosła też kultura wręczania napiwków. Polak przestaje być skąpym klientem i za usługę dobrej jakości jest skłonny wynagrodzić kelnera.

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *